środa, 31 lipca 2013

Rozdział XIII

-Tylko że... To nie jest takie proste. - szłyśmy wolnym krokiem.
-Jeżeli mi powiesz, to będzie lżej... - odrzekłam przytulając ją do siebie.
-On mnie nie kochał po prostu... Kochał inną. -Powiedziała, a oczy jej się w tym samym momencie zaczerwoniły, widac było po niej, że chce jej się płakać. Jednak nie rozumiałam czemu tak sie przed tym broniła.
-Skąd wiesz, że kochał inną? -spytałam.
-Po prostu pewnego razu był u mnie, i chciał skorzystać z komputera, oczywiście dałam mu, i nie patrzyłam co robi. Potem pod wieczór usuwałam historię sprzed około tygodnia... Był wtedy na jakimś chacie. Kliknęłam w ten link, i okazało się że był zalogowany, a ostatnia wiadomość którą wysłał, była do pewnej dziewczyny o imieniu Dominika. Pisał tam, żeby się spotkali, bo bardzo ją kocha. - Skończyła mówić mi o całej sytuacji, i już nie dała dłużej wstrzymywać łez.
-Rozumiem... - Powiedziałam. -To może ja Cie najpierw odprowadze do domu. -westchnęłam i zaczęłyśmy iść. Do domu Ani nie było daleko, odprowadzenie jej zajęło mi nie całe 5 minut. Idąc do Igora, zastanawiałam się ile dziewczyn już zdążył skrzywdzić Kuba. To się przecież nie mogło skończyć bez żadnej kary dla niego! Ja musiałam z tym cos zrobić, w końcu miałam z nim mieszkać... Przy tych rozmyśleniach strasznie szybko minął mi czas. Podniosłam głowę, by zobaczyć gdzie jestem. Przeraziłam się. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek była w tym miejscu. Tu było tak dziwnie, strasznie. Zaczęłam się rozglądać po okolicy. Zauważyłam, że niedaleko jest jakiś dom. Zapukałam, jednak nikt nie wyszedł, a drzwi były lekko uchylone. Popchnęłam je delikatnie, były stare, i strasznie skrzypiały. Weszłam wolnym ruchem do środka. Domek w środku był pusty. Na podłodze leżały butelki po alkoholu. Trochę mnie to miejsce przerażało, więc postanowiłam szybko wyjść. Nie wiedziałam, jak dojść do domu, nie wiedziałam gdzie jestem. Zaczęłam iść prosto przed siebie. Na szczęście odnalazłam drogę, która prowadziła na główna ulice, i szybko powędrowałam do domu. Otworzyłam drzwi, i poszłam do kuchni. Kubuś pomagał robić mojej mamie obiad... Co za lizus! - pomyślałam.
-Ooo! Natalia, czemu Cię nie było tak długo? Martwiłem się o Ciebie, moja siostrzyczko. - powiedział i zaśmiał się sztucznie.
-Nie chciałam Cie oglądać. - Powiedziałam.
-Natalia, przestań! - powiedziała mama która słuchała mojej rozmowy z Kubą. -Traktuj go jak swojego starszego brata.
-Dobrze mamo... - powiedziałam. Boże, czy ona nie widziała, że on tylko udaje takiego miłego?! Ugh...
Poszłam na górę, byłam wykończona. Położyłam się z moim pieskiem na łóżku i przytuliłam go. Nie miałam ochoty nic robić, ale weszłam na chat. Igor był dostępny.
Ja:
Cześć kochanie. :* 
Igor:
Cześć, jestem tylko na chwilę. Czemu się dziś nie odzywałaś? Martwiłem się o Ciebie... 
Ja:
Przepraszam, jakoś nie miałam dzisiaj głowy do tego. Z resztą, to też mogłeś się przecież odezwać.
Igor:
Masz rację... Wpadne jutro do Ciebie z Domi, a teraz już muszę lecieć. Pa kochanie :*
Ja:
Papa :* :)
Po rozmowie z Igorem zeszłam z chatu, i położyłam się spać...

                                                                           ***
Rano obudziło mnie pukanie do drzwi.
-Proszę. - Powiedziałam.
-Cześć siostrzyczko. - Powiedział Kuba wchodząc do mojego pokoju.
-Czego Ty ode mnie chcesz? - zapytałam szybko chwytając za kołdrę i przykrywając się nią.
-Nie masz co ukrywać, wszystko widziałem. - Zaczął się śmiać jak opętany, przez chwile myślałam nawet, że dostał jakiegoś ataku śmiechu. Po chwili zaczął się do mnie zbliżać, i odkrył mnie, po czym zaczął mnie dotykać. Krzyczałam ale nikt mnie nie słyszał. Włożył mi jakiś materiał w usta, po czym jedną ręką ścisnął mi ręce, a drugą zaczął ściągać mi bieliznę. Zaczęłam płakać. Modliłam się, aby ktoś przyszedł i mi pomógł, bałam sie tak jak jeszcze nigdy w życiu. Zaczęłam mu się wyrywać, jednak bezskutecznie, a on był coraz bardziej brutalny. Uderzył mnie kilka razy w twarz. Potem skupiałam się tylko na uwolnieniu choć jednej ręki. Udało mi się. Chwyciłam za lampkę stojącą na stoliku obok łóżka, i uderzyłam go nią w głowę. Nie wiedziałam co robić, upadł i zaczął krwawić. Szybko się ubrałam i zadzwoniłam po karetkę, zjawili się po kilku minutach, i zawieźli Kubę do szpitala.
Zupełnie nie wiedziałam, czy grozi mi coś za to...


poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział XII

-To on mi to zrobił! -wykrzyczała zapłakana. W tym momencie, nie wiedziałam co mam robić. Przecież to był syn partnera mojej mamy... Miałam jej powiedzieć, że Kuba jest gwałcicielem?! Nie uwierzyłaby mi przecież. Miałam kompletny mętlik w głowie, nie miałam pojęcia co robić.
-Dominika, spokojnie. Odprowadzę Cię do domu. - Powiedziałam przytulając ją i czekając aż się uspokoi. Gdy Dominika już prawie doszła do siebie, zaczęłyśmy iść w stronę jej domu. Po jej twarzy widać było, że chce się na nim zemścić. Nie dziwię jej się... Pewnie też bym chciała na jej miejscu. Kiedy już odprowadziłam Dominikę, i sama szłam do domu, niespodziewanie zobaczyłam na swojej drodze Kubę.
-Co tu robisz sama o tej porze? -Zapytał chamsko. -Przyjaciółeczka się poskarżyła? -zaśmiał mi się prosto w twarz.
-Odczep sie ode mnie! -krzyknęłam jak najgłośniej mogłam, po czym pchnęłam go, i zaczęłam uciekać ile sił w nogach.
-Teraz Ci daruje, ale powiedz coś mojemu ojcu, to zginiesz suko! -Krzyknął do mnie. Mimo, że powiedział że mi daruje, to przez całą drogę do domu rozglądałam się czy nie idzie za mną. Każdy, nawet najmniej usłyszany przeze mnie dźwięk, sprawiał że myślałam, że ktoś mnie śledzi. Serce bardzo szybko mi biło ze strachu. Widziałam już swój dom, ale w tym samym momencie usłyszałam też, jak ktoś wychodzi z krzaków. Chciałam uciekać, ale byłam tak zdezorientowana, że nie wiedziałam co się dzieje. W końcu zaczęłam biec w stronę domu, a za mną biegł Kuba. Na szczęście udało dobiec w porę, i nie zdążył mnie złapać. Po wejściu do domu nie miałam siły nic mówić.
-Wróciliśmy. -Powiedział Kuba uśmiechając sie sztucznie do mojej mamy, obejmując mnie przy tym.
-Widzę, że się bardzo polubiliście. -powiedziała moja mama z zachwytem.
-Tak. -Powiedział Kuba.
-Nie. -Wtrąciłam się szybko. -Zabieraj te swoje paskudne łapy! -Krzyknęłam na niego, i zepchnęłam jego rękę z mojej talii.
-Natalia, ale o co Ci chodzi? - Powiedział udajac, że nie wie czemu tak ostro zareagowałam. Musze przyznać, że niezły był z niego aktor...
-O nic. -powiedziałam i poszłam na górę do pokoju. Gdy już byłam w środku, szukałam klucza. Nigdzie w biurku go nie było, na łóżku też nie leżał, pod łóżkiem też go nie było.
-Cholera! -Wrzasnęłam i mocno usiadłam na łóżku Kuby. Kiedy to zrobiłam, to coś spadło. Zeszłam, aby zobaczyć co to. Zobaczyłam wtedy, że to jest klucz od mojego pokoju. Szybko zamknęłam drzwi, i położyłam się na łóżku. Już po 5 minutach słyszałam, jak ktoś chce otworzyć drzwi. W głębi serca, miałam nadzieję że to Kuba.
-Kochanie, jesteś? -Usłyszałam głos Igora.
-Czekaj sekundkę! -powiedziałam i szybko wyciągnęłam klucz od drzwi, z tylniej kieszeni spodni, po czym je otworzyłam.
-Cześć! -Rzuciłam mu się na szyję. -Nawet nie wiesz jak bardzo za Tobą tęskniłam. -Spojrzałam mu prosto w jego błękitne oczy.
-Ja za Tobą też. -Powiedział i uśmiechnął się.
-Kochanie, możesz dzisiaj u mnie nocować? -Spytałam, bo bałam się zostać sama z Kubą w pokoju. Przecież on mógłby mi wtedy coś zrobić...
-Dla Ciebie wszystko. -Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
-Dziękuje. -Przytuliłam się do niego. -To ja się tylko pójdę wykapać, a Ty tu poczekaj. -Powiedziałam i poszłam w stronę łazienki. Wyszłam po około dwudziestu minutach. Ku mojemu zdziwieniu, Kuby nadal nie było. Cieszyłam się, że go nie ma. Przynajmniej będę miała trochę prywatności z Igorem. -pomyślałam i położyłam się obok niego, a on mnie przytulił, i tak usnęliśmy...

                                                                                ***

Kiedy sie obudziłam, Igora już przy mnie nie było. Kuby na szczęście też nie było. Poszłam zrobić poranną toaletę, po czym wyszłam i ubrałam się. Założyłam białą bluzkę z tygrysem, i czarne rurki. Zeszłam na dół, nie było nikogo w domu, więc szybko zrobiłam sobie na śniadanie kanapki, po czym wyszłam, bo nie chciałam żeby Kuba zastał mnie w domu gdy wróci. To mogłoby się przecież źle dla mnie skończyć... Szłam w stronę domu Dominiki i Igora. Dosłownie przypadkiem natknęłam się na Anie.
-Cześć. -Przywitała mnie.
-No czeeść. -Stanęłam i przywitałam się z nią. -Właśnie się wybierałam do chłopaka. -Powiedziałam z lekko skrzywioną miną.
-No to... Nie będę przeszkadzać. - Po jej oczach było widać, że nie spała zbyt dobrze, więc pomyślałam, że mogło być u niej coś nie tak. Czułam, że jeżeli będzie miała kłopoty, to powinnam jej pomóc. W końcu ona mi pomogła...
-Stało się coś? Jakoś tak marnie wyglądasz... -Podeszłam bliżej i przyjrzałam się jej.
-No bo ja... Pokłóciłam się z Kubą. -posmutniała. -Był on może w domu, kiedy wychodziłaś? - spytała.
-Nie, ale jak zobaczę, że jest, to dam Ci znać. -powiedziałam. -Wiesz, ja sie trochę spieszę tak poza tym...
-W sumie, to mogę Cię odprowadzić jeżeli chcesz, i tak nie mam nic lepszego do roboty... -westchnęła.
-No pewnie, czemu by nie. -Powiedziałam uśmiechając się. -To chodźmy, i przy okazji wszystko mi opowiesz...

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział XI

Ujrzałam swoje odbicie, jednak nie takie jak zwykle. Moja twarz była cała pocięta. Było mnóstwo drobnych ran, a w nich malutkie kawałki szkła. Wpatrywałam się długo w lustro, nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Nie miałam zielonego pojęcia, jak to mogło się stać. Po chwili jednak odsunęłam się od lustra, obrzydzało mnie to, co w nim widziałam. Nie wiedziałam co mam mówić, najchętniej bym chyba nic nie mówiła, i poczekała aż Igor sobie pójdzie. Spuściłam głowę w dół, on wtedy podszedł i mnie przytulił. Najwyraźniej widział, że sama nie wiem skąd mogły się wziąć te okaleczenia. To wszystko było takie... Bezsensowne. Wtuliłam się w niego, ale też wiedziałam, że prędzej czy później będę skazana na wyjaśnienie mu wszystkiego. Tylko, że co ja miałam powiedzieć? Że to wszystko stało się w śnie? Wtedy by mi nie uwierzył, i wyszłabym na totalną idiotkę... Staliśmy wtuleni w siebie już długo, chciałam przerwać tą cisze, ale nie umiałam. Miałam wrażenie, że on nie chce ze mną rozmawiać. Bałam się, że nie będzie mnie chciał.
-Kochanie, zaraz będę musiał iść. -Powiedział. W jego głosie nie było słychać nic, co wskazywałoby, że nie chce już ze mną być, jego głos był raczej smutny.
-Dobrze. -Odpowiedziałam wtulając się w niego jeszcze mocniej. -Kochasz mnie jeszcze? -Spytałam wpatrując się w podłogę.
-Przecież wiesz, że tak. Co miałoby niby zmienić moje uczucia do Ciebie? -spojrzał mi się prosto w oczy. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, zrobiło mi się głupio, więc pocałowałam go.
-Kochanie, ja już się będę zbierał. -Powiedział, po czym przestał mnie przytulać, i po prostu wyszedł. Ja zupełnie nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Usiadłam na kanapie. Nie usiedziałam tak długo. Nie mogłam, czułam, że coś złego się stanie. Zaczęłam chodzić bezsensownie po całym domu. Przechodziłam tak pół godziny, jednak przeczucie to nie mijało wcale. Usłyszałam, jak drzwi od domu sie otwierają. To na szczęście była tylko mama.
-Cześć mamo. -wydusiłam z siebie.
-Cześć córe... -Zaczęła mówić, ale nie dokończyła. -Co Ci się stało?! -spytała przerażona przyglądając się dokładnie mojej twarzy. Właśnie tego pytania sie obawiałam, szybko zaczęłam myśleć.
-Nic, po prostu stłukłam szklankę, a kiedy się schyliłam by pozbierać kawałki szkła, upadłam w to wszystko twarzą. -powiedziałam trochę się jąkając. Modliłam się, by mama mi uwierzyła, bo zaraz by pewnie zaczęła jeżdzić ze mną po psychologach i innych...
-Rozumiem. - Powiedziała niepewnie.
-Ja pójdę do siebie, jak będziesz potrzebowała pomocy, to mnie zawołaj. -powiedziałam i poszłam na górę jak najszybciej mogłam, żeby tylko mama mnie nie zdążyła zatrzymać. Kiedy weszłam do swojego pokoju odetchnęłam z ulgą. Usiadłam na łóżku. Czułam się bezsilna jak nigdy. Położyłam się na łóżku. Gdy tak leżałam, to wyobrażałam sobie przyszłość.

                                                                   ***

Obudziłam się. Była 3 w nocy, a ja byłam wyspana jak nigdy w życiu. W sumie to nie dziwne, w końcu poszłam wcześnie spać. Wstałam z łóżka, i poczłapałam wolnym krokiem do kuchni. Otworzyłam lodówkę, niby była pełna, ale dla mnie nie było tam nic. Trzy razy podchodziłam do lodówki, mając nadzieję, że znajdę tam coś nowego, jednak ciągle było to samo. Sięgnęłam po sok, napiłam się i poszłam położyć się na kanapie. Co prawda nie było tam tak wygodnie jak na łóżku, ale moja leniwość zwyciężyła. Podłączyłam słuchawki do telefonu, i zaczęłam słuchać muzyki, a przy okazji napisałam do kilku osób sms'a o treści "śpisz?". Odpisała tylko Domi. "Nie śpię. Co tam?", nie wiedziałam co jej odpisać. W sumie, to jest moją przyjaciółką, ale nie chciałam jej martwić. "Wszystko dobrze. Wpadnij do mnie jutro, cały dzień będę w domu. " Po tym smsie, znowu zasnęłam...
Z rana obudził mnie wielki huk, na początku byłam pewna, że spadłam z kanapy, ale nie. Moim oczom ukazało się kilku mężczyzn, wnoszących meble do mojego domu. Co było dziwniejsze, mama była w domu. Spojrzałam na zegarek, wskazywał godzinę 11:24.
-Mamo! Co tu się dzieje? -krzyknęłam na cały dom.
-Kochanie, Mariusz i jego syn Kuba wprowadzają się do nas! Czy to nie wspaniałe? -powiedziała mama szczerząc się od ucha do ucha. Nie cieszyło mnie to, ale że nie chciałam robić jej przykrości, pokiwałam twierdząco głową. Dziwne mi się to wszystko wydawało. Przecież mama mogła mnie wcześniej obudzić, a tak to zrobiłam z siebie tylko idiotkę... Szybko pobiegłam na górę, chciałam chwycić za klamkę, jednak słyszałam, że ktoś jest w moim pokoju. Otworzyłam drzwi, i nie mogłam uwierzyć. W moim pokoju były dwa cholerne łóżka, a na jednym leżał Kuba.
-Co Ty tu robisz?! -wrzasnęłam na niego.
-Jak to co? Przecież wprowadziłem się tu z tatą.
-No tak, ale czemu jesteś w moim pokoju?! -zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej. Przecież w takiej sytuacji, w ogóle nie miałam prywatności, jak ja miałam spać.
-Natalia, spokojnie. Będę tu tylko jedną noc. -Powiedział. W jego głosie słyszałam, że bał się trochę tego jak zareagowałam. Nawet mnie to cieszyło.
-No dobra... -odpowiedziałam i położyłam się na łóżku. -Potem przychodzi do mnie przyjaciółka, więc fajnie by było, gdybyś Ty sobie gdzieś poszedł.
-Zobaczymy. -powiedział tak, jak by chciał mi zagrozić, ale nie chciałam się z nim już kłócić.

                                                                        ***
Do mojego, znaczy się mojego i Kuby pokoju, weszła Dominika. Na szczęście jego nie było w tej chwili.
-Cześć. -Powiedziała do mnie ze szczerym uśmiechem na twarzy.
-Domi, błagam ratuj! Dłużej tu nie wytrzymam! -Ze złością stukałam łyżeczką o szklankę.
-Co się dzieje? -spytała siadając na moim łóżku.
-Partner mojej mamy się tu wprowadził... -powiedziałam odkładając szklankę i łyżeczkę, i zasłoniłam sobie twarz rękoma.
-No ale czy to źle? - Zaśmiała się. -Chyba chcesz żeby Twoja mama była szczęśliwa, prawda? -spytała.
-No chcę. I nie mam nic do jej partnera, tylko do jego syna... Ten głąb będzie dzisiaj w nocy ze mną w pokoju. -zaczęłam się smiać na cały pokój. Sama nie wiem czemu, raczej powinnam płakać.
-No ale... Gdzie on bedzie spał? Chyba nie z Tobą?!
-Nieee! Nigdy bym sobie nie pozwoliła na to, żeby spać z prawie mi obcym chłopakiem w jednym łóżku!
-No a więc gdzie on będzie spał?
-Tam. -wskazałam palcem na łóżko Kuby, i w tym samym momencie on wszedł. Domi gdy go tylko zobaczyła odwróciła się szybkim ruchem. Wyglądało na to, że sie go bała. Widziałam, jak jej oczy napełniają się łzami. Nie wiedziałam co mam robić. Kuba na szczęście nie widział tej całej sytuacji.
-To ja Cię odprowadzę. -powiedziałam i szybko wstałam z łóżka, ciągnąc Dominikę za rękę. Wyszłyśmy przed dom. Do tego czasu Domi była już zapłakana.
-Dominika, co sie stało?! -probowałam ją uspokoić, jednak nie dawała sobie pomóc. Strasznie się trzęsła, przez chwile nawet chciałam iść po kogoś kto mógłby pomoć, ale było wyraźnie widać, że chce mi coś powiedzieć. Po długich staraniach w końcu udało jej się wydusić z siebie kilka słów...

Liebster Blog Award

To moja pierwsza nominacja do Liebster Blog Award przez http://love-and-medical-studies.blogspot.com/ , za co bardzo dziękuję. :)


Zasady są bardzo proste: Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów (z założenia poniżej 200), więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.




1. Co skłoniło cię do pisania?
Koleżanka powiedziała, żebym założyła bloga, więc zaryzykowałam. :D
2. Pamiętasz swój najlepszy moment w życiu? Napisz, co to było.
Nie pamiętam takiego momentu, ponieważ ostatnio w moim życiu nie ma dobrych chwil. 
3. Twoje hobby?
Nie mam hobby.
4. Jaka była najgłupsza rzecz, jaką zrobiłaś?
Zaniedbanie szkoły. 
5. Co byś zrobiła / kupiła za milion złotych?
Zainwestowałabym w przyszłość, a resztę oddałabym na cale dobroczynne.
6. Gdybyś mogła zmienić w sobie jedną rzecz, co by to było?
Pewność siebie.
7. Jakie jest twoje motto życiowe?
"Nie przywiązuj się do rzeczy, miejsc i ludzi."
8. Gdzie chciałabyś mieszkać w przyszłości?
Wielka Brytania, albo Hiszpania.
9. Ulubiony serial?
Mam kilka ulubionych. :P Pamiętniki z wakacji, Trudne Sprawy, Dlaczego JA?, Ukryta Prawda, Rodzinka.pl, Świat według Kiepskich.
10. Masz jakąś fobię?
Nie.
11. Jak chciałabyś spędzić ostatni dzień w swoim życiu?
W samotności.


Nominowane blogi: 
Pytania do Was: 
1. Gdybyś przez jeden dzień była niewidzialna - co byś zrobiła?
2. Co w tej chwili słyszysz?
3. Co Cię inspiruje?
4. Wierzysz w Boga? 
5. Kto jest dla Ciebie wzorem do naśladowania? 
6. Jesteś zadowolona ze swojego wyglądu?
7. Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
8. Lubisz imprezować? 
9. Udało Ci się spełnić swoje najskrytsze marzenie?
10. Jaka jest Twoja ulubiona piosenka?
11. Co byś wyczarowała, gdybyś miała czarodziejską różdżkę?

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział X

Wynik okazał się pozytywny.
-Chcesz zostać sama? -spytała Ania.
-Tak...
Po wyjściu Ani położyłam się na łóżku... Znowu czułam ten ból. Zacisnęłam zęby i zamknęłam oczy. Czułam jak ktoś podtrzymywał mnie, inaczej bym już leżała na podłodze. Położył mnie na łóżku i zaczął grzebać w mojej torebce. Zeszedł na dół. Myślałam że sobie pójdzie i że zostawi mnie z tym samą. Czułam się odrzucona, miałam dość. Ból był coraz silniejszy. Usłyszałam jak ktoś wchodzi po schodach. Każdy głośniejszy odgłos sprawiał, że czułam jak ktoś próbuje mi wyciągnąć serce z piersi. Chciałam się podnieść, obróciłam się na łóżku, i spadłam. Na stoliku leżała szklanka wody, a ja czułam strasznie pragnienie. Ręce mi drżały, jednak chwyciłam za szklankę. Druga ręka mi się obsunęła, a szklanka wyślizgła się wtedy z dłoni, i potłukła się. Ktoś otworzył drzwi, ale nie miałam siły podnieść wzroku, i w tym momencie upadłam twarzą w kawałki szkła. Czułam, jak przeszywają się przez moją skórę. Oczy wtedy same mi się otworzyły, ale zamiast ujrzeć jakąś część mojego pokoju, widziałam czarną plamę. Miałam wrażenie, że w pokoju nie ma żadnej żywej duszy, nawet mojej, słyszałam ciszę, ale wiedziałam, że było głośno, ciągle słyszałam jak by czyjeś echo, które wolało moje imię. W pewnym momencie zaczęłam czuć bicie mojego serca, tak szybkie jak nigdy wcześniej. Zaczęłam się dusić, ale czułam się wolna, przez chwilę myślałam nawet, że umieram. Ale czarna plama przed oczami, zaczęła przeobrażać się w jasne światło. Widziałam najszczęśliwsze historie mego życia, widziałam w nich też siebie z przyszłości i jakiegoś chłopaka przy mnie. Wszystko działo się tak szybko. Widziałam jak moja córka dorasta, a mąż odszedł. Po dłuższej chwili myślenia, zastanawiałam się co mogły oznaczać te scenki. Olśniło mnie. Uświadomiłam sobie, że zobaczyłam historię życia mojej mamy. Nie wiedziałam jednak, co to ma wspólnego ze mną. Poczułam w tym momencie jak coś gryzie mi nogę, szybkim ruchem podniosłam się i zaczęłam krzyczeć. Byłam zapłakana, bałam się otworzyć oczy, jednak czułam ze stoję na własnych nogach, więc nie mogło być źle. Powoli docierało do mnie, że już nie czuję tego męczącego mnie bólu, ani pragnienia. Otworzyłam oczy. Byłam w swoim pokoju. usiadłam na łóżku, i zrozumiałam, że to był tylko zły sen, i że nie ma on nic wspólnego z moją przyszłością. Wycierając twarz od łez bluzą, zobaczyłam na niej czerwone plamy, jak by takie malutkie krople krwi. Nie wiedziałam od czego to, po prostu uznałam, że wcześniej się czymś ubrudziłam. Wstałam z łóżka, i zadzwoniłam po Igora. Po 10 minutach już słyszałam pukanie do drzwi. Zeszłam na dół by otworzyć, Igor gdy mnie zobaczył bardzo dziwnie zareagował. Nic się nie odezwał, tylko wziął mnie za rękę, namoczył ręcznik zimną wodą, po czym przyłożył mi do policzka. Nie wiedzialam zupełnie co się dzieje. Przytulił mnie mocno.
-Kto Ci to zrobił? -spytał ze smutnym tonem w głosie.
-Co? -wyrwałam mu się z objęć, czułam jak łzy napływają do moich oczu, a policzek zaczął mnie szczypać.
-Natalia, proszę Cię uspokój się. -powiedział łapiąc mnie za ręce. Wtedy nastała cisza. Zupełnie nie Nie wiedziałam, o co mu chodzi, ani czego się spodziewać po dzisiejszym spotkaniu. Przez tą chwilę milczenia, zaczęłam się zastanawiać, o co może mu chodzić.
-Ty już wiesz? -spytałam
-No a jak bym mógł nie wiedzieć? Przecież to widać! -powiedział.
Ja jak głupia spojrzałam się na mój brzuch, a potem na niego.
-Przepraszam, sama się o tym dowiedziałam dzisiaj rano. Nie chciałam Cię denerwować... - spuściłam głowę w dół. On popatrzył na mnie z dziwna miną.
-Natalia, o czym Ty mówisz? -spytał nie pewnie.
-No... O tym samym, co Ty kochanie. -powiedziała.
-Ale powiedz mi dokładnie o czym, bo mam dziwne wrażenie, że jednak mówimy o dwóch całkiem innych sprawach. -powiedział patrząc mi się prosto w oczy. Zupełnie nie wiedziałam co odpowiedzieć, byłam pewna, że chodzi mu o ciąże. Chciałam już powiedzieć, ale jednak zmieniłam zdanie.
-A Ty o czym niby mówisz? -spytałam.
-Natalia, to nie jest zabawne... Kto Ci to zrobił?
Nadal byłam pewna, że chodzi mu o moją ciąże.
-Nie byliśmy wtedy jeszcze razem więc no... Kuba, mój były chłopak. -odparłam pewna siebie.
-Wtedy? Chcesz mi powiedziec, ze przez tyle czasu tego nie zauważyłem? -dziwnie się na mnie spojrzał.
-No ale... To jest przecież dopiero początek. Sama się przecież dopiero dzisiaj dowiedziałam o tym, ale przecież wiesz, że testy często kłamią. -odparłam pewna siebie z uśmiechem na twarzy, Igor jednak nie wyglądał na zadowolonego. Myślałam, że nie chce ze mną być z tego powodu, że jestem w ciąży.
-Natalia, czy Ty chcesz mi powiedzieć, że jesteś w ciąży...? -spytał jąkając się przy tym trochę.
-No.. Tak. A Ty niby o czym mówiłeś?
-O niczym, nie ważne już. - powiedział i odwrócił wzrok.
-Powiedz mi! -krzyknęłam.
-Idź przemyć twarz, bo masz zapłakaną. -powiedział.
Nie chciałam się kłócić, więc poszłam do łazienki. Myjąc twarz, czułam że moja skóra jest inna niż zwykle. Podniosłam głowę, i spojrzałam w lustro...

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział IX


... Ujrzałam Anię. Dziewczynę, która mi pomogła. Strasznie sie przestraszyłam, że zacznie o tym mówić, pytać jak się czuję. Poczułam mocny ucisk w brzuchu. Znowu czułam się jak wtedy, zupełnie nie wiedziałam co się ze mną dzieje, nie wiedziałam też czemu się boję. Przecież nie ma czego się bać. po prostu zasłabłam, nie byłam piana, nie byłam w ciąży...
-Ja pierdole... - wymamrotałam cicho. -Przepraszam, musze iść na chwilę na górę. -powiedziałam i ciągnęłam za sobą Igora. Gdy już byliśmy w pokoju położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać, ale wiedziałam też że zaraz muszę wracać do gości.
-Co się dzieje? -Igor ciągle pytał.
-Nic się nie dzieje. -Co miałam mu powiedzieć, że obawiam się tego, że jestem w ciąży? Wolałam to przemilczeć. Wytarłam łzy, poprawiłam makijaż, i wróciliśmy na dół i zasiadliśmy do stołu.
-Miło mi Cię poznać Natalio. -powiedział Mariusz uśmiechając się do mnie przyjaźnie.
-Mi Pana również. -odwzajemniłam jego uśmiech.
Potem już tylko moja mama rozmawiała z Mariuszem. Było strasznie nudno, nie wiedziałam nawet czym mogę się zająć, żeby nie myśleć o tym, że mogę być w ciąży.
-Dzieci, idźcie może do salonu, lepiej sie poznacie. Co wy na to?
-Dobrze mamo. -wstałam i poszłam w stronę salonu i usiadłam na kanapie, a cała reszta zrobiła to samo.
-Natalia, jak się czujesz? -spytała mnie Ania. Igora i Kubę (bo tak miał na imię syn Mariusza) chyba bardzo zdziwiło to, że Ania mnie o to spytała, bo stali jak wryci.
-Już lepiej. -spojrzałam sie na nią z uśmiechem.
-Igor, Kuba, poczekajcie tu, a ja pójdę z Anią na chwile na górę. Będziecie mieli czas, żeby się lepiej poznać. -zasmiałam się, po czym poszłyśmy na górę.
-Prosze Cię, nie mów nikomu o moim zasłabnięciu. Chyba wiem czym to było spowodowane... -powiedziałam siadając na rogu łóżka.
-Czym? -spytała.
-Nie obraź się ale... Nie chcę o tym na razie mówić, bo nie jestem jeszcze pewna.
-Rozumiem.
-Dobra, to mozemy już wracać do chłopaków.
-To chodźmy. -powiedziała z uśmiechem i zeszłyśmy na dół do Kuby i Igora. Było widać, że też się zakumplowali, ale była już późna godzina, więc Kuba z Anią mieli już wracać, a Igor miał nocować u mnie. Pożegnałam się z gośćmi, potem pomogliśmy mojej mamie posprzątać po kolacji, i poszlismy na górę. Igor bardzo się cieszył, że może u mnie nocować. W sumie to ja też się cieszyłam. W końcu poznał moją mamę, a moja mama poznała jego, i odbyło się to beż głupich pytań.

                                                                      ***

Rano poczułam jak ktoś gładzi mnie po policzku. Uśmiechnęłam się, i położyłam swoja rękę na jego.
-Kocham Cię. -powiedziałam i otworzyłam zaspane jeszcze oczy.
-Ja Ciebie też słońce. -powiedział i pocałował mnie.
Potem leżeliśmy i przytulaliśmy się. Było milo, ale wiedziałam ze Igor niedługo będzie jechał do domu, a ja przecież musiałam iść jeszcze na spacer z psem. Ale tak mi się nie chciało... Jednak kiedy Igor zaproponował, że pójdzie na spacer ze mną, to życie znowu stało się takie że chciałam życ... Przy nim serce szybciej biło. Kochałam go ponad życie. *dźwięk komórki*
Dostałam smsa od Ani : Cześć, możemy się dziś spotkać? Jeżeli tak, to napisz mi o której, Ania. Odpisałam jej : Pewnie, to wpadnij do mnie o 15. Po Igora minie, widziałam że nie jest zadowolony, że z kimś smsuję. Ale to było całkiem miłe, że był zazdrosny.
-Kto pisał?
-A co, zazdrosny jesteś? -zaśmiałam się.
-No powiedzmy. -powiedział obejmując mnie.
-To Ania. -przytuliłam się do niego mocno, i nie miałam ochoty się odrywać.
-Kiedy idziemy na spacer z psem?
-Kurdę... Dobra, chodźmy teraz, tylko się ubiorę. -powiedziałam podchodząc do mojej szafy. Pogoda nie była zbyt słoneczna, więc założyłam jeansowe rurki i bluzkę w kolorowe paski. Zeszliśmy na dół, żeby zjeść śniadanie. W lodówce zostało jeszcze trochę sernika z wczoraj, więc zjedlismy go. Potem wzielismy pieska i poszlismy na spacer.
-Myślałaś już o tej mojej propozycji? -spytał Igor.
-O jakiej propozycji? -powiedziałam po chwili, bo nie mogłam sobie przypomnieć, że Igor mi cokolwiek proponował.
-No jak to jakiej... O tej, żeby zamieszkać razem na jakiś czas, i zobaczyć jak by nam się ze sobą żyło. -powiedział i uśmiechnął się do mnie.
-No... Tak. Myślałam. Pod koniec wakacji spróbujmy. -skłamałam więc byłam nieco zdenerwowana, bo całkiem wyleciało mi to wszystko z głowy.
Potem już nie rozmawialiśmy. Nie wiem czemu, ale jakoś nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Nie chciałam się jeszcze bardziej przywiązywać. Chciałam po prostu jak najszybciej spotkać się z Anią, i powiedzieć jej o moich podejrzeniach. Nie wiem, czemu chciałam powiedzieć to akurat jej, ale mimo że znałyśmy się zaledwie tylko ze wczorajszej kolacji, czułam że ona mi pomoże. W sumie, to mogłam też iść z tym do Dominiki... Ale przecież Igor to jej brat, pewnie by mu powiedziała o wszystkim, wolałam nie ryzykować. Pożegnałam się z Igorem, i poszłam z psem do domu. Myślałam przez chwilę, czy nie iść sama do apteki, i czy nie kupić testu ciążowego, jednak czym więcej o tym myślałam tym gorzej się czułam, więc wolałam iść z Anią. Po chwili usłyszałam jak drzwi się otwierają. To była moja mama. Chciałam podejść do niej i się przywitać ale znowu poczułam że nie mogę oddychać. Położyłam się szybkim ruchem na kanapie, i udawałam że spię, tylko po to by uniknąć pytań z jej strony. Po około 10 minutach poczułam się jednak lepiej, więc wstałam i udawałam zaspaną. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi, szybko poszłam otworzyć, to była Ania. Chwyciłam ją za ręke, wychodząc do niej i zamknęłam drzwi.
-Przejdźmy się. -powiedziałam
-Okej...
Gdy już byliśmy trochę dalej, zaczęłam tłumaczyć czemu chciałam się spotkać.
-Ania, prosze Cię, musisz mi pomóc. -powiedziałam jąkając się.
-Ale w czym? Nie rozumiem..
-Ja chyba jestem w ciąży. -powiedziałam i zaczęłam płakać. Ania przytuliła mnie, i powiedziała, że jutro pójdzie kupić mi test ciążowy, i przyjdzie do mnie z samego rana, a na razie kazała mi o tym nie myśleć. Ale jak ja mogłam o tym nie myśleć? Przecież... Boże, co ja narobiłam.
-Nie wiem jak Ci dziękować. -powiedziałam wycierając łzy.
-Nie dziękuj. Nie ma za co. -powiedziała i uśmiechnęła się. -Może pojedźmy teraz na jakieś zakupy, a wieczorem wrócimy? -spytała uśmiechnięta.
-Z miłą chęcią bym pojechała, ale jak na razie chyba jestem zbyt zestresowana. A tak poza tym, to muszę iść jeszcze do przyjaciółki, aby oddać jej sukienke, którą od niej pożyczyłam na wczorajszy wieczór. - powiedziałam.
-No dobra. To ja już będę się zbierała. Pa! -powiedziała i poszła. Ja jeszcze przez chwilę stałam na środku chodnika i myslałam, co dalej by było ze mną i Igorem, gdybym była w ciąży... Po chwili zaczęłam iść w stronę domu. Kiedy już doszłam, to wzięłam sukienkę, a przy okazji, wzięłam pieska na spacer. Gdy tak szłam do Dominiki zastanawiałam się jak ją nazwać... Nie miałam zielonego pojęcia. Żadne imię mi do niej nie pasowało. Kiedy byłam przed domem, drzwi otworzyła mi Dominika. Była sama w domu...
-Cześć, przyniosłam Ci tą sukienkę. -powiedziałam, po czym podałam jej ją.
-No ok. -powiedziała uśmiechnięta.
-Gdzie jest Igor? -zapytałam lekko zamyślona.
-A wiesz... Nie wiem sama. - powiedziała.
-Rozumiem. Będe szła już, pa! -powiedziałam wychodząc.
Wracając do domu nie mogłam się na niczym skupić, ciągle prześladowała mnie myśl, co będzie jeśli jednak będę w ciąży. Jak ja to wszystko ogarne... Co będzie ze szkołą... Kiedy doszłam do domu, to dałam psu jeść i szybkim krokiem powędrowałam na górę. Chciałam być sama. Wyszłam na balkon, wziełam misia, usiadłam i zaczęłam płakać. Płakałam długo. Sama dokładnie nie wiedziałam czemu, przecież fakt, że mogę dać początek nowemu życiu, było czymś wspaniałym. *dźwięk komórki*. Dostałam smsa od Igora "Śpisz?" . Wytarłam łzy, i poczekałam trochę, żeby nie było słychać po głosie że płakałam, po czym zadzwoniłam do niego.
-Cześć kochanie. -powiedział.
-Cześć, tęsknie za Tobą bardzo.
-Stało się coś?
-Nie, czemu pytasz?
-Tak mi się jakoś zdawało.
-Słodki jesteś kiedy się o mnie martwisz.- zaśmiałam się.
-Ale to chyba dobrze, prawda?
-Tak. Co dziś robiłeś?
-W sumie to nic, jak wróciłem od Ciebie to cały dzień siedziałem w domu.
-Nigdzie nie wychodziłeś? Bo miałam wrażenie, że Cię dzisiaj widziałam jak byłam na spacerze z psem.
-Musiałaś mnie z kimś pomylić. Kochanie, ja już będę szedł spać. Dobranoc. -powiedział i szybko się rozłączył. Czemu okłamał, że nigdzie nie wychodził... Przecież go nie było... Nic sie nie układa, mam tego dość. -pomyślałam i poszłam położyć się na łóżko, po czym usnęłam.

                                                                  ***

Czułam, jak ktoś potrząsał moje ramię. Ale nie chciałam wstawać, więc udawałam że spię.
-Natalia, wstawaj. -powiedział ktoś, kto mnie budził. Otworzyłam wtedy oczy.
-Ania? Która godzina? -powiedziałam zaskoczona
-Zaraz będzie 7. Twoja mama mówiła, że zaraz wychodzi, więc zaraz wszystkiego się dowiemy.- powiedziała szukajac czegoś w torebce. -Kupiłam test ciążowy. -powiedziała po cichu.
Ja nie czekając na nic wzięłam z jej ręki test, po czym poszłam do łazienki, i po chwili wyszłam. Czekałam około 5 minut. Obie z Anią spojrzałyśmy na test, wynik okazał się...
_______________________________________
Mam nadzięje że jest ciekawe. :3 Chcecie żeby Natalia była w ciąży, czy nie ? :D Albo macie jeszcze jakies inne pomysły na następny rozdział? :) Jak tak to pisać w komantarzach, i pamiętajcie że :
 KOMENTARZ = MOTYWACJA. 

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział VIII

Po wyjściu mamy z domu postanowiłam się jeszcze na chwile położyć więc wróciłam się na góre i rzuciłam się na łóżko, chciałam się jeszcze troche przespać, ale nie mogłam usnąć. Więc wstałam i wpadłam na pomysł, żeby trochę pobiegać. W końcu przydałoby się trochę schudnąć. Wyciągnęłam z szafy mój czarny dres, i założyłam go, a po chwili wyszłam z domu i zaczęłam biegać. Szczerze to myślałam że mam trochę lepszą kondycje, ale po 15 minutach już miałam dość. Usiadłam na ławce w parku żeby odpocząć. Niedaleko zobaczyłam psa przywiązanego jakimś sznurkiem do drzewa. Podbiegłam więc do niego. Wydawał się taki osamotniony.... Był taki chudy, szkoda mi go było jednym słowem. Na drzewie była kartka z napisem : Niech ktoś tego kundla weźmie, albo niech zdycha. Zerwałam tą kartkę z drzewa, zgniotłam i poszłam wrzucić do kosza, a po chwili wróciłam do psa, po czym go odwiązałam. Był mały, a do domu nie było zbyt daleko więc wzięłam go na ręce i zaniosłam do domu. Nie przejmowałam się zbytnio tym jak mama na to zareaguje, od zawsze przecież chciałam mieć psa, ale jakoś zawsze z tym zwlekała.
Kiedy już byłam w domu, nalałam psu mleka w miskę. Był mały, więc nie wiedziałam co mu wolno jeść, a czego nie, więc nie dawałam mu nic, co mogłoby mu zaszkodzić.
W pewnej chwili, przypomniałam sobie, jak mama mówiła, bym spytała się Igora, czy nie przyszedłby na kolację. Szczerze, to nie chciałam żeby doszło do takiego spotkania... To trochę głupie. Nie chciałam mu nawet o tym mówić, ale nie chciałam też, żeby dowiedział się tego potem od mojej mamy... Postanowiłam zadzwonić do niego, i mu o tym powiedzieć. *dźwięk komórki* Jednak on zadzwonił pierwszy. - pomyślałam spoglądając na ekran komórki.
-Cześć kochanie, właśnie miałam do Ciebie dzwonić, bo jest taka głupia sprawa...
-Jaka? Stało się coś?
-Nic się nie stało, chodzi po prostu o to, że moja mama zaprosiła swojego nowego partnera do nas na kolację dziś. I jej partner będzie z synem, a jego syn będzie z dziewczyną, no i moja mama zaproponowała, żebym spytała się Ciebie czy też byś nie przyszedł.
-To świetnie! O której?
-Co? Świetnie? To będzie zwykłe przesłuchanie, normalnie tragedia. Chciałam żeby Cię poznała, ale tylko ona... A nie jej partner.
-Natalia, chcesz zeby Twoja mama była szczęśliwa?
-No... Tak, przecież to oczywiste, ale czemu mnie o to pytasz?
-A więc skoro chcesz jej szczęścia, to zrób wszystko by była szczęśliwa.
-No dobrze... Czyli że będziesz dzisiaj na kolacji u mnie o 19?
-Tak, a co byś powiedziała na to, gdybyśmy się jeszcze wcześniej spotkali?
-Wiesz, nie mam za bardzo czasu. Musze jeszcze jechać i kupić sobie jakąś sukienkę... No nie wiem... A poza tym, to muszę się zająć psem.
-Masz psa? To wspaniale, ja mogę się nim zająć, od zawsze chciałem mieć psa. Przyjadę do Ciebie za godzinę. Wezmę psa do siebie, a Ciebie przy okazji podwiozę do centrum handlowego. A jak kupisz sukienkę, to po prostu zadzwoń żebym przyjechał.
-Ale ja nie chcę robić kłopotu...
-Natalia, dla mnie to czysta przyjemność. Za godzinę będę. -powiedział po czym rozłączył się. Cieszyłam się że tak stara mi się pomagać. Poszłam zrobić poranną toaletę. Potem ubrałam się w żółtą sukienkę, wyszłam przed dom. Igor już był. Kazałam mu poczekać, bo musiałam isć jeszcze po pieska. Wróciłam szybko do domu, wzięłam pieska i poszłam do samochodu.
-Jaki on słodki. -powiedział Igor uśmiechając się.
-Też tak myślę. -zasmiałam się.
-Jak go nazwałaś? -Spytał.
-Jeszcze nie ma imienia. -skrzywiłam się trochę.
-To nic, ja mu już potem jakieś wymyślę. -powiedział po czym odpalił samochód. Przez całą drogę głaskałam psa.
-Jesteśmy. -powiedział.
-Dobra, to trzymaj pieska. -powiedziałam podajac mu go. -Uważaj na niego. -powiedziałam wychodząc z samochodu.
Przez chwilę miałam kompletny natłok myśli, zakręciło mi się w głowie. zamknęłam na chwilę oczy, i po chwili otworzyłam, było lepiej, ale nadal nie za dobrze. Usiadłam na ławce, nagle ktoś mi zakrył od tyłu oczy, przestraszyłam się, chciałam krzyczeć ale nie mogłam, czułam jak by mnie coś dusiło, cięzko mi było oddychać. Po chwili już czułam tylko, jak moje ciało uderza o cos twardego, oczy same mi się zamknęły...

                                                                 ***

  Ocknęłam się. Widziałam nad sobą twarz nieznajomej mi dziewczyny. Lekko uderzała mnie w policzki.
-Ej, ej! -mówiła dziewczyna nade mną. Chwyciła mnie za ramiona i ustawiła w pozycji siedzącej. Wysunęła do mnie dwa palce. -Ile palców widzisz?
-Dwa. -powiedziałam coraz bardzoej ocknięta, jednak wciąż nie wiedziałam co się ze mną stało.
-Dobrze. Możesz wstać? -spytała zaniepokojona dziewczyna.
Przekręciłam się tak, żebym była na kolanach, i podpierając się rękami wstałam i usiadłam na ławce. Ludzie patrzyli się na mnie, jak bym nie była trzeźwa. Powoli zaczęłam dochodzić do siebie. Nie poznawałam tego miejsca, ani tych ludzi, nie wiedziałam gdzie jestem ani co się stało, bałam się.
-Jak się czujesz? -spytała dziewczyna która pomogła mi wstać.
-Już lepiej. Dziekuję że mi pomogłaś. -spojrzałam na nią i uśmiechnełam się.
-Nie ma sprawy. Jak masz na imię tak w ogóle?
-Natalia. -powiedziałam i wysunęłam dłoń w kierunku dziewczyny.
-Ania, miło mi. -uśmiechnęła się do mnie i uścisnęła moją dłoń.
-Ania, co to za... - mówiłam i nagle umilkłam, bo dobrze wiedziałam gdzie jestem, jednak wcześniej nie rozpoznawałam tego miejsca. -Dziękuję Ci za pomoc, musze już iść. -powiedziałam i uśmiechnełam się do Ani.
-Trzymaj się. -powiedziała, a ja wtedy odeszłam.

                                                                   ***

Gdy tak szłam, chciałam wyjąć z torebki telefon, żeby zadzwonić po Igora i powiedzieć mu żeby już przyjechał, a tu co? Nie mam torebki! Byłam załamana... Nie miałam przy sobie żadnych pieniędzy... Chyba żadnych. W tym momencie uświadomiłam sobie, że sukienka którą na sobie miałam miała małą kieszonkę na suwak, modliłam się, żeby były w niej jakieś pieniądze... Rozpięłam kieszonkę i włożyłam do środka dwa palce, po czym wyciągnęłam coś. Miałam 50 złotych. Nie wystarczyło na sukienkę, ale przynajmniej mam na dojazd do domu.
Jak już byłam w domu, to było jakoś strasznie pusto... Mamy jeszcze nie było, psa też nie... Stałam przez chwilę zagapiona w ściane i zastanawiałam gdzie mógł schować się pies. Po chwili jednak przypomniałam sobie, że Igor się nim zajmuje. Nie miałam nic do roboty, więc poszłam do Igora. Drzwi otworzyła mi jego mama, była bardzo gościnna, jednak nie miałam czasu z nią rozmawiać, dlatego szybko skierowałam się do pokoju Igora. Zapukałam w drzwi.
-Wejść. -usłyszałam jego głos, po czym chwyciłam klamkę od drzwi, i weszłam do środka.
-Cześć, jak tam piesek? -spojrzałam na Igora leżącego z psem na łóżku.
-To suczka. -zaśmiał się. -A tak poza tym to dobrze, jest bardzo grzeczna. Czym wróciłaś? -spytał.
-Autobusem. - odpowiedziałam siadając na łóżku.
-Czemu nie zadzwoniłaś bym po Ciebie przyjechał?
-Bo wiesz, taka nie miła sytuacja... Okradli mnie. -powiedziałam z kwaśną miną.
-Zgłosiłaś to na policję?
-Nie, zostawmy tą sprawe w spokoju. Jest Dominika w domu? -spytałam, i w tym momencie uchyliły się drzwi.
-Jestem. - zasmiała się
-Podsłuchiwałaś? -spytał Igor.
-No co Ty, swojego brata, ależ jak bym mogła. -zaśmiał się. -Czyj to piesek? -spojrzała na mojego psa uśmiechając się do niego.
-Mój. -usmiechnełam się do niej. -Domi, jest sprawa. Masz może pożyczyć mi na jeden wieczór jakąś elegancka sukienkę?
-Pewnie, chodź do mojego pokoju. -Chwyciła mnie za rękę, i poszłyśmy do jej pokoju. -Jaki kolor byś chciała?
-Nie wiem... Może czarny?
Dominika przez dłuższy czas przeglądała swoje ciemne sukienki.
-O ta będzie dobra! -pokazała mi sliczną czarną sukienkę. -Trzymaj. -powiedziała podając mi ją.
-Dziękuję Ci. -uścisnęłam ją. -Teraz lecę jeszcze na chwilę do Igora, i zmykam.  - powiedziałam wychodząc z pokoju Dominiki, a kierując się do Igora.
-Dobra, to ja już wezmę pieska i idę do domu.
-Podwiozę Cię. -powiedział biorąc kluczyki i pieska.

                                                                   ***

Wchodząc do domu, zastanawiałam się czy powiedzieć mamie o tym, że zasłabłam i że ukradli mi komórkę, jednak nie chciałam jej już denerwować. Pewnie była dość zestresowana tą dzisiejszą kolacją.
-Wróciłam! -krzyknęłam zamykając drzwi.
-To dobrze, mozesz zacząć się już szykować.
-No dobrze... - Postawiłam psa na ziemię, i poszłam zanieść sukienkę na górę. Po chwili jednak jeszcze zeszłam, bo nie chciałam żeby mama dowiedziała się o psie gdy sama go zobaczy.
-Mamo, przygarnełam pieska. Chodź zobaczyć.
-Duży jest? -spytała mama idąc w kierunku kuchni, w której byłam z psem.
-Sama zobacz. -odrzekłam.
-Jaki śliczny! Powiedziała mama gdy go zobaczyła. Otworzyła lodówkę, i patrzyła co by mu tu dać.
-Mamo, to jeszcze szczenie... Na razie niech pije samo mleko, a jutro spróbuję kupić jakąś karmę, po której nic by mu się nie stało.
-Dobrze.
-To ja idę już się szykować.-powiedziałam i poszłam na górę.
Założyłam sukienkę którą pożyczyłam od Domi, i czarne szpilki. Usta pomalowałam lekko różowym błyszczykiem, a włosy zostawiłam po prostu rozpuszczone. Zeszłam już na dół, by czekać na gości. Miałam wrażenie, że ta kolacja nie wypali... Spojrzałam na zegarek. Była 18:30, nie wiem czemu ale miałam wrażenie, że nie przyjdę, nagle jednak usłyszałam jak ktoś zapukał do drzwi, więc szybko podeszłam, by je otworzyć. To Igor.
-Cześć. -przytuliłam się do niego.
-No cześć kochanie. -pocałował mnie.
-Chodź usiąść na kanapie, bo już normalnie nie mam sil... -powiedziałam kierując się w stronę salonu, a Igor szedł za mną.
-A czym się tak zmęczyłaś? -spytał zaniepokojony.
-Szczerze to sama nie wiem... -przytuliłam się do niego i przez reszte czasu była cisza. Bałam się, że to będzie tak nie w moim stylu... Że będzie tam tak sztucznie, i tak sztywnie... Usłyszałam kolejne pukanie do drzwi.
-To pewnie oni! -usłyszałam głos mamy dobiegajacy z kuchni, chciałam wstać i otworzyc drzwi, ale słyszałam kroki mamy. Kiedy otworzyła drzwi...
___________________________
Macie kolejny rozdział, mam nadzieję że Wam sie podoba. :) Moze być taka długość rozdziałów, czy moze chcecie krótsze, albo jeszcze dłuższe? :D Pisać w komentarzach. :)